Z Michałem Czeredysem, prezesem spółki Geotik, twórcami systemu GPS Guardian, o zmianach, które mogą wywrócić branżę transportową do góry nogami – rozmawiała redakcja „Top Logistyk”

Na zdjęciu: Michał Czeredys
Zdjęcie: GPS Guardian
„Top Logistyk”: 1 lipca 2026 i tachografy – przełom czy tylko kolejna zmiana przepisów?
Michał Czeredys: Przełom. I to taki, którego wiele firm jeszcze nie docenia. Po raz pierwszy tak duża grupa pojazdów – w tym busy w transporcie międzynarodowym – trafi a pod pełny reżim tachografów. To nie jest korekta systemu. To zmiana zasad gry.
– Kto najmocniej to odczuje?
– Ci, którzy do tej pory działali „na oko” i ręcznie. Przy 2–3 pojazdach jeszcze da się to kontrolować. Przy kilkunastu? Zaczyna się chaos. Przy kilkudziesięciu? To już przepis na kary. I to nie pojedyncze, tylko systemowe. A kara za brak tachografu to nawet 10 tys. złotych.
– Co dokładnie się zmienia?
– Skala i precyzja kontroli. Więcej pojazdów pod przepisami, bo do tej pory tachografy dotyczyły transportu ciężkiego, teraz przepisami objęte będą również pojazdy do 3,5 t. Jednocześnie bardziej zaawansowane tachografy – G2V2. One zbierają więcej danych, dokładniej i bez taryfy ulgowej. To oznacza jedno: więcej obowiązków i zero miejsca na błędy.
– Czyli ręczne zarządzanie odpada?
– Nie tyle odpada, co przestaje mieć sens ekonomiczny. Każdy zjazd auta do bazy tylko po odczyt to strata pieniędzy. Każde opóźnienie – ryzyko kary. Każdy błąd – realny koszt. Przy większej flocie ręczne zarządzanie to po prostu hamulec dla biznesu.
– To jak firmy mają się odnaleźć w tej nowej rzeczywistości?
– Automatyzacja. Nie ma drogi na skróty. Zdalny odczyt tachografów rozwiązuje największe problemy: brak danych, spóźnione odczyty, błędy ludzkie. Dane pobierają się same, trafi ają do systemu i są gotowe w każdej chwili – również na kontrolę.
– Co to zmienia operacyjnie?
– Wszystko przyspiesza i porządkuje. Nagle firma ma aktualne dane, wie, co się dzieje, nie działa „po fakcie”. Znika chaos, znika ręczne pilnowanie terminów. System zaczyna pracować za człowieka – czyli definicja automatyzacji.
– A gdzie w tym wszystkim GPS?
– W sferze zarządzania i analizy. To jest moment, w którym firmy zaczynają widzieć całość. Tachograf mówi: „co było”. GPS pokazuje: „co jest teraz”. Dopiero połączenie tych dwóch światów daje realną kontrolę. Widzisz pojazd, widzisz kierowcę, widzisz dane, trasy – i możesz reagować od razu, a nie po fakcie. Do tego integracja z giełdami, karty paliwowe, system SEN-GEO – to dla flot duże ułatwienie codziennej pracy.
– Czyli to nie tylko dodatek, ale też przewaga?
– Dokładnie. Ci, którzy wdrożą bardziej zaawansowane systemy, takie jak GPS Guardian, nie tylko unikną potencjalnych kar. Oni zaczną zarabiać więcej i tracić mniej. Lepsze trasy, mniej pustych kilometrów, kontrola paliwa, lepsze wykorzystanie czasu pracy. To się bardzo szybko przekłada na wynik finansowy. Mamy dziesiątki klientów, którzy poprawili sytuację finansową firmy właśnie dzięki takim niepozornym oszczędnościom.
– A wielkość floty – ma tutaj znaczenie?
– Czasem kluczowe. Z doświadczenia wiemy, że ROI dla ciężkiej, dużej floty potrafi wynosić nawet 1300%, dla małych flot to 130–200%. Zarządzanie wieloma pojazdami przekłada się na częstsze błędy ludzkie, więcej serwisów – a co, jeśli system będzie pamiętał o tym za nas? No właśnie – GPS Guardian właśnie to robi.
– Dobrze, co firma powinna zrobić już teraz?
– Przestać odkładać temat. Zmiany przepisów wchodzą w życie latem – to czas urlopów, nie ukrywajmy, że ma to wpływ na firmę. Powinna też sprawdzić, jak dziś wygląda zarządzanie flotą. Gdzie są ryzyka. Gdzie są straty. I wdrożyć rozwiązania: tachografy, zdalny odczyt, integrację z GPS. Bo od lipca nie będzie już miejsca na improwizację.
– Jednym zdaniem – co stanie się z tymi, którzy tego nie zrobią?
– Zamiast zarządzać biznesem, będą zarządzać problemami. I płacić za każdy z nich.
– Dziękuję za rozmowę












