Rumuński rynek e-commerce oficjalnie największym w Europie Wschodniej – coraz większa liczba polskich e-sprzedawców zerka w tamtym kierunku
Jak wynika z raportu European E-Commerce Report 2026[1], rumuński rynek e-commerce tylko w ciągu ostatnich czterech lat urósł dwukrotnie. W 2025 roku osiągnął wartość 12,9 mld euro, stając się największym w Europie Wschodniej. Coraz większy potencjał zauważają także polscy e-sprzedawcy, którzy w obliczu dużej konkurencji na rodzimym rynku oraz w Europie Zachodniej chętniej sprzedają swoje produkty i usługi w krajach południowo-wschodnich, szukając tam nowych rynków zbytu.

Zdjęcie: Magnific.com
Raport 'European E-commerce Report 2026' wyraźnie pokazuje przesunięcie dynamiki wzrostu na mapie europejskiego handlu online. Podczas gdy dojrzałe rynki Europy Zachodniej - opierając się na ogromnych wolumenach i wysokim nasyceniu - rosną w stabilnym tempie 5 proc. rocznie, to Europa Południowa i Wschodnia stają się prawdziwym motorem napędowym pod względem tempa rozwoju. W regionie południowym przychody e-commerce wzrosły o 11 proc., a na wschodzie aż o 14 proc., co potwierdza ogromny, wciąż niezagospodarowany potencjał sprzedażowy w tych częściach kontynentu.
Jednym z najbardziej perspektywicznych rynków w Europie jest Rumunia. W 2021 r. tamtejszy e-commerce był wart 6,1 mld euro, a na koniec 2025 r. osiągnął wartość aż 12,9 mld euro, co oznacza, że w ciągu zaledwie czterech lat urósł ponad dwukrotnie. Rumunia stała się tym samym cyfrową lokomotywą i naturalną bramą do regionu Europy Południowo-Wschodniej (SEE).
Co jednak kluczowe, rynek ten ma wciąż ogromny zapas do wzrostu. Choć aż 95 proc. Rumunów korzysta z internetu, to zakupy online robi na razie 60 proc. z nich. Udział e-commerce w PKB Rumunii wynosi 3,39 proc. - co wprawdzie stawia ją powyżej średniej dla Europy Środkowo-Wschodniej, ale w zestawieniu z polskim wynikiem (ok. 9 proc.) pokazuje, jak duży dystans rynek ten ma jeszcze do nadrobienia. Dla polskich firm, które w kraju zderzają się z wysokim nasyceniem, ta niższa penetracja w Rumunii oznacza idealny moment na wejście i budowanie pozycji lidera.
Wykorzystać doświadczenie
Polskie firmy operujące w handlu elektronicznym dysponują dziś unikalną przewagą operacyjną. Lata dojrzałej konkurencji na rynku macierzystym wykształciły u nich dopracowane procesy magazynowe, wysoki poziom automatyzacji, bogaty asortyment i wyśrubowane standardy obsługi klienta.
Tymczasem rynki Europy Południowo-Wschodniej (SEE) znajdują się w fazie najbardziej dynamicznego wzrostu. Niskie nasycenie dużymi, lokalnymi e-sklepami przy jednoczesnym skokowym wzroście zaufania do e-zakupów sprawiają, że polski sprzedawca wchodzący do tego regionu może łatwiej zbudować pozycję lidera, ponosząc przy tym niższe koszty pozyskania klienta niż w kraju.
– Próg wejścia na rynki zagraniczne drastycznie spadł. Dzisiejsza technologia i nowoczesna logistyka cross-border całkowicie wyeliminowały dawne bariery, takie jak długi czas wysyłki czy zaporowe koszty. Dzięki integracjom systemowym oraz gęstej sieci połączeń logistycznych polski sprzedawca może dostarczyć paczkę do konsumenta w Bukareszcie w czasie poniżej 48 godzin od złożenia zamówienia. I to w konkurencyjnej cenie – wyjaśnia Szymon Wcisło, CEO Crosswin Courier & More, firmy specjalizującej się w usługach logistycznych dla sektora e-commerce.
Na zdjęciu: Szymon Wcisło, CEO Crosswin Courier & More
Zbliżony model rynkowy
Co istotne, rynek rumuński wykazuje uderzające podobieństwo do modelu, który polscy przedsiębiorcy doskonale znają z rodzimego podwórka. Kluczową rolę odgrywa tu lokalny lider – eMAG – skupiający ponad 7 milionów aktywnych kupujących, a fundamentem codziennej logistyki są ekspresowe dostawy realizowane przez gęstą sieć automatów paczkowych Easybox.
Ta znajoma architektura rynku sprawia, że polscy sprzedawcy wyjątkowo sprawnie odnajdują się w nowym otoczeniu. Jak pokazują dane zaprezentowane przez eMAG, rodzime firmy stanowią dziś jedną z najszybciej rosnących grup na platformie. Z roku na rok widoczny jest zdecydowany przyrost liczby polskich merchantów, którzy dostrzegają w tym regionie bezpośrednią szansę na skalowanie swoich biznesów.
– Dla przedsiębiorcy z Polski wejście do Rumunii oznacza pracę w środowisku, którego logikę doskonale rozumie - opartym na silnym marketplace oraz nawyku odbierania paczek z automatów. Widzimy, że polscy sprzedawcy błyskawicznie przekuwają to w przewagę. Dziś na naszej platformie rozwija się już ponad 4 000 firm z Polski, a ich liczba stale rośnie. Polscy sprzedawcy dostrzegają u nas przede wszystkim wysoką rentowność, mniejsze nasycenie w wielu kategoriach produktowych oraz ogromny apetyt lokalnych konsumentów na szeroki asortyment. Dajemy im gotowe ekosystemy, by ten potencjał przekształcali w realny wzrost bez barier językowych czy logistycznych – podkreśla Stejara Pircan, Senior VP Commercial, eMAG.
Na zdjęciu: Stejara Pircan, Senior VP Commercial, eMAG
Świadoma lokalizacja i przemyślana skalowalność
Mimo że mechanika sprzedaży w regionie SEE jest bliska polskim wzorcom, fundamentem trwałego sukcesu pozostaje dokładne dopasowanie oferty do lokalnych preferencji. Rumuński konsument ma swoje wyraźnie zdefiniowane oczekiwania – zależy mu na produktach sprawdzonej jakości, ale dostępnych w rozsądnej, uczciwej cenie.
– Sukces w ekspansji cross-border rzadko jest dziełem przypadku. Rumuński kupujący jest bardzo świadomy – docenia wysoką jakość produktu i sprawną obsługę, ale szuka przy tym optymalnego stosunku jakości do ceny. Gdy sprzedawca potrafi trafić w ten balans, ma dużą szansę na sukces – dodaje Stejara Pircan z eMAG.
Dla wielu firm Rumunia stanowi pierwszy, naturalny przyczółek, jednak prawdziwa siła tego kierunku leży w możliwościach dalszego skalowania biznesu. Kolejnym krokiem w budowaniu zasięgu są Węgry czy choćby Bułgaria. Polscy sprzedawcy mają dziś możliwość bezpośredniego wejścia na te rynki od razu, zarządzając całą sprzedażą z jednego miejsca.
Warto jednak pamiętać, że są to rynki o odmiennej dynamice – nieco mniejsze i młodsze, ale niezwykle perspektywiczne. Przykładem jest Bułgaria, gdzie decyzje zakupowe wciąż w pierwszej kolejności determinuje cena. Dlatego tak istotne jest właściwe przygotowanie polityki cenowej i wyczucie lokalnego rynku.
– Region SEE to nie jest monolit - każdy z tych krajów ma swoją własną specyfikę. Bułgaria czy Węgry dają ogromne pole do wzrostu, ale wymagają elastyczności. Dlatego kluczowa jest współpraca z partnerem, który dostarcza nie tylko technologię i logistykę, ale też wiedzę rynkową. Połączenie doświadczenia polskiego sprzedawcy z odpowiednim zapleczem pozwala bezproblemowo nawigować po tych różnicach i skutecznie skalować biznes – podsumowuje Stejara Pircan z eMAG.
[1] https://www.eurocommerce.eu/2026/09/european-e-commerce-report-2026/














