2020-05-11 | Głos z rynku

Od terminala do terminala – Polska z okna szoferki tira

W filmie Stevena Spielberga „Terminal”, główny bohater – grany przez Toma Hanksa Wiktor Naworski, nijak nie potrafił pokonać biurokratycznych barier i opuścić tytułowego terminala. W przeciwieństwie do spielbergowego terminala, zbudowany niemal 10 lat wcześniej, bo w 1995 roku, Terminal Towarowych Odpraw Celnych w Świecku znacznie ułatwił przekraczanie polsko-niemieckiej granicy. I to zarówno to legalne, jak i nielegalne.
Wiara czyni cuda

„Wzajemna przyjaźń i zaufanie podstawą prawidłowego funkcjonowania podstawowej komórki społecznej - rodziny” – takie hasło rozbrzmiewało w innym filmie – kultowym „Misiu” Stanisława Barei, na (nomen omen) terminalu międzynarodowym lotniska Okęcie. Projektantom terminala w Świecku slogan ten musiał zapaść głęboko w pamięć, gdyż właśnie na wierze i zaufaniu postanowili oprzeć mechanizm sprowadzania ciężarówek z granicy do odległego o około 5 kilometrów obiektu, gdzie dokonywano odpraw celnych. Odległość tę samochody pokonywały początkowo bez żadnego nadzoru, nic więc dziwnego, że niektórzy, odpowiednio zmotywowani kierowcy, omijali terminal szerokim łukiem, wwożąc na terytorium Polski kontrabandę wartą miliony złotych. Jak później podliczono, do czasu wprowadzenia jako takiej kontroli na „drodze celnej” łączącej przejście graniczne z terminalem, z owej swoistej „procedury uproszczonej” skorzystało ponad 3 tysiące ciężarówek.

Terminal tu, terminal tam

Po zbudowaniu terminala na zachodnim krańcu polskiego odcinka międzynarodowej trasy E30, już choćby same względy symetrii wymagały, aby podobny obiekt pojawił się na jej wschodnim końcu, na granicy z Białorusią. Zapyziałe przejście graniczne w Kukurykach miało zostać połączone z nowym terminalem w Koroszczynie drogą celną o podobnej długości, jak niesławna droga na drugim końcu kraju, tj. około 5 km. W odróżnieniu od drogi celnej na granicy zachodniej, ta w Koroszczynie została jednak od razu zaplanowana w sposób uniemożliwiający znikanie ciężarówek pomiędzy przejściem a obiektem. Zupełnie zrezygnować z eksperymentów było jednak jakoś niezręcznie, postanowiono zatem (częściowo) sprywatyzować nowo budowane przejście graniczne. Nowy terminal miał zatem składać się z 2 niezależnych części: budżetowej, sfinansowanej, jak sama nazwa wskazuje, z budżetu państwa oraz komercyjnej, w którą zainwestował prywatny podmiot: założone w 1993 r. specjalnie w tym celu Polskie Konsorcjum Gospodarcze, stworzone przez szereg firm (m.in. BPH, Elektrim, Exbud, Kopex, ConsEco, Mostostal Warszawa, Stalexport). W części budżetowej, oprócz pomieszczeń dla polskich służb granicznych, przewidziano optymistycznie także pomieszczenia dla służb białoruskich, do których jednak, pomimo upływu 21 lat, nie zdążyły się one jeszcze przeprowadzić. W części komercyjnej, oprócz biur przeznaczonych dla agencji celnych, pojawiły się sklepy oraz gastronomia, ale nie zapomniano również o potrzebach duchowych funkcjonariuszy, agentów celnych i kierowców, gdyż w obiekcie znalazła się także kaplica ekumeniczna pod wezwaniem (kogóż by innego?) Świętego Mateusza, patrona celników.

Dwadzieścia lat minęło…

Terminal w Świecku obchodził niedawno 25-lecie swojego istnienia. Po czasach świetności, które przypadły na lata 1995-2004, pozostały jedynie wspomnienia i dziś terminal jest przede wszystkim ogromnym parkingiem dla samochodów ciężarowych. Nadal jednak funkcjonują tu 2 urzędy celne: polski Oddział Celny w Świecku, działający w strukturze Lubuskiego Urzędu Celno-Skarbowego oraz niemiecki Zollamt Frankfurt (Oder) – Autobahn (jest to chyba jedyny w Polsce przypadek, kiedy na terytorium naszego kraju funkcjonuje urząd celny innego kraju członkowskiego Unii). Oba urzędy celne pracują całodobowo przez 7 dni w tygodniu, co czyni je idealnym miejscem dla dokonywania odpraw celnych na trasie pomiędzy Wschodem a krajami zachodniej Europy, szczególnie w kontekście Brexitu. Pozostaje jedynie mieć nadzieję, że wieloletni spór pomiędzy Starostą Słubickim a Wojewodą Lubuskim, o to, do kogo właściwie należy ten obiekt, nie doprowadzi ostatecznie do przepędzenia z terminala najemców, z oboma urzędami celnymi na czele, w momencie, kiedy ma on szansę otrzymać drugie życie.
 
Młodszy o 4 lata terminal w Koroszczynie, od 20 lat pełni z powodzeniem rolę, do której został powołany, będąc jednym z 2 największych polskich drogowych przejść granicznych. Podobnie jak na drugim końcu kraju, również i tutaj Oddział Celny pracuje całodobowo, co stanowi dla importerów istotny argument dla optymalizacji kosztów transportu i odprawy celnej.
 
Uwzględniając strategiczne położenie obu terminali oraz możliwość całodobowej obsługi klienta, Rusak Business Services zapewnia swoim klientom dostęp do usług agencji celnej zarówno w Koroszczynie, jak i w Świecku. W ramach oferowanych usług znajduje się również obsługa importu w procedurze uproszczonej, która pozwala na rozliczenie VAT z tytułu importu w deklaracji podatkowej, bez konieczności jego natychmiastowej zapłaty (szczegółowe informacje można uzyskać pod numerem „RUSAK CALL”: +48 787 252 255).
 

Zobacz także

Rozmowa Mariuszem Derdziakiem, kierownikiem sprzedaży DKV Euro Service Polska
Pierwszy DRAGON 2 z NEWAGU dla Laude Smart Intermodal
GEFCO podsumowuje działania CSR w Polsce
REKLAMA

Zapisz się do naszego newslettera

Więcej na temat

Prawo celne potrafi być bardzo skomplikowane
Krakowski oddział agencji celnej Grupy Rusak zmienia lokalizację
Jak nie zwariować w kontaktach z urzędem celnym?
Rusak Business Services połączył się ze spółką WARCEL
REKLAMA

Nasze czasopisma

top logistyk 2020
mid 20202
Logo KAIZEN rgb
 

Aktualności

Biblioteka Tekstów

REKLAMA